Franczyza w modzie

Tomasz Nowicki, koordynator ds. inwestycji i rozwoju marek Greenpoint i Top Secret, ocenia, że branża modowa wciąż odczuwa skutki wcześniejszych zawirowań gospodarczych i zmian społecznych. – Po pandemii rynek odżył, ale nie wrócił już do dawnych nawyków. Klienci kupują inaczej, a konkurencja rośnie nie tylko między markami, ale też między kanałami sprzedaży (offline vs online) – komentuje Tomasz Nowicki.

Sieci muszą więc nadążać – i to nie tylko za konkurencją, ale też za zmianami zwyczajów konsumenckich. A ci z jednej strony oczekują dobrych cen i dobrej jakości, a z drugiej na ich wybory mają wpływ czynniki pozamodowe. Choćby ekologia. Według raportu GlobalData wartość światowego rynku odzieży używanej osiągnie 350 mld dolarów w 2028 roku – co oznacza wzrost o 78 proc. w porównaniu do 2023. Według badań rynkowych, niemal 70 proc. Polaków kupuje w second handach, a aż 83 proc. tej grupy to osoby poniżej 25. roku życia. – To wyraźny sygnał, że nowe pokolenia są bardziej otwarte na modę z drugiego obiegu i to one będą w dużej mierze kształtować przyszłość tej branży – podkreśla Tomasz Bocian, CEO i co-founder New Solutions Group. – Na naszym krajowym rynku coraz większe znaczenie ma nie tylko aspekt ekonomiczny, ale też rosnąca świadomość ekologiczna. Konsumenci chcą kupować mądrzej, oszczędniej i bardziej odpowiedzialnie. To stwarza realną szansę dla przedsiębiorców, którzy planują wejście w ten segment. Popularność platform takich jak Vinted oraz wejście gigantów modowych (np. Zalando, H&M) w segment second hand to dowód na to, że moda cyrkularna nie jest już niszą, a staje się nowym rynkowym kierunkiem rozwoju.

Jaką franczyzę z branży modowej wybrać? Oto kilka propozycji.

Sklep w stylu boho

Roma Barna-Kołodziej, założycielka marki Blue Shadow mówi, że sytuacja w branży odzieżowej jest dynamiczna. – Czy teraz jest dobry moment na otwarcie sklepu odzieżowego? To pytanie zadaje sobie wiele osób i szczerze mówiąc, nie ma na nie prostej odpowiedzi: tak czy nie – uważa Roma Barna-Kołodziej. – Sytuacja rynkowa zależy od wielu czynników. Kluczem jest dobrze przemyślana strategia, skupienie się na konkretnych działaniach i oferowanie unikalnego asortymentu. Właśnie to dajemy naszym partnerom. I w tym przede wszystkim upatrujemy potencjalnego sukcesu nowych sklepów.

Blue Shadow to polska marka, stworzona przez dwie kobiety – Romę Barnę-Kołodziej oraz jej siostrę Sarę. Pierwszy sklep otworzyły na Śląsku w 2003 roku. Tworzą modę damską, w stylu boho, luźnym, ale eleganckim. Sieć ma obecnie dwa salony własne i siedem franczyzowych. – Naszą strategią jest zapewnienie partnerom franczyzowym jak najlepszych warunków do rozwoju, poprzez wsparcie marketingowe, szkolenia i dostęp do innowacyjnych rozwiązań – mówi Roma Barna-Kołodziej. – Chcemy zwiększyć efektywność istniejących sklepów. Dodatkowo cały czas aktywnie szukamy nowych partnerów.

Marce cały czas zależy na otwarciach w dużych polskich miastach, takich jak Warszawa, Łódź, Poznań, Trójmiasto. Sklep można prowadzić zarówno w galerii handlowej, jak i przy deptaku czy uczęszczanej ulicy.
– Wybór między centrum miasta, centrum handlowym, a innymi opcjami zależy od wielu czynników – zauważa Roma Barna-Kołodziej. – Lokalizacja powinna zapewniać odpowiedni ruch pieszy, ale także dobry dostęp komunikacyjny (autobusy, tramwaje, parking).  Dla sklepów naszej branży wygoda dla klientek, czyli np. łatwość parkowania, dostępność przystanków komunikacji miejskiej jest bardzo ważna.

Optymalna powierzchnia na sklep to 95-120 mkw. Salon powinien być zaaranżowany zgodnie z duchem marki, czyli w stylu boho. Centrala przygotowuje dla partnerów projekt sklepu, pomaga w jego aranżacji. Franczyzodawca zastrzega, że koszty inwestycji, budżet na remont i urządzenie lokalu wyceniany jest zawsze indywidualnie, w zależności od stanu technicznego i wyglądu pomieszczeń. Franczyzobiorcy na pewno nie muszą inwestować w towar – otrzymują go w depozyt. Nie ma też opłaty za przystąpienie do sieci ani żadnych franczyzowych opłat miesięcznych.

Franczyzobiorcy zarabiają na prowizji od sprzedaży. Ich głównym obowiązkiem jest zarządzanie sklepem.
– Nie wymagamy doświadczenia w branży ani w handlu, ale przede wszystkim poszukujemy partnerów, którzy zrozumieją strategię rozwoju naszej marki i będą ją wspólnie z nami realizowali – podkreśla Roma Barna-Kołodziej. – Oczekujemy zaangażowania w zdobywanie wiedzy i w rozwój biznesu.

Wśród atutów swojej franczyzy, przedstawiciele Blue Shadow wymieniają partnerskie i indywidualne podejście do funkcjonowania sklepu. Ale nie tylko. – Zapewniamy pełne know-how nie tylko w zakresie otwarcia sklepu, ale przede wszystkim jego funkcjonowania z nastawieniem na sukces biznesowy. Gwarantujemy profesjonalną logistykę towarową w oparciu o depozyt – to na naszych barkach będzie spoczywać ten jeden z kluczowych czynników, decydujących o sukcesie w branży odzieżowej
– wylicza Roma Barna-Kołodziej. – Kolejny rodzaj wsparcia to prosprzedażowe działania promocyjne, marketingowe i wyprzedażowe. Franczyzobiorcy mają też dostęp do cyklicznych szkoleń sprzedażowych, szkoleń kształcących doradców klienta oraz stylistów na miejscu w sklepie. Zapewniamy pomoc przy negocjacjach warunków z centrami handlowymi i innymi zewnętrznymi podmiotami, wsparcie ze strony doświadczonych menedżerów regionalnych oraz głównego visual merchandisera. Naszym franczyzobiorcom dajemy najwyższą w naszej branży prowizję na start współpracy, czyli przez pierwszy rok działalności nowego salonu.

Nie tylko rajstopy

Gatta, która kiedyś kojarzyła się głównie z ofertą rajstop i pończoch, teraz ma o wiele większy pakiet produktów do zaoferowania. Poszerzyła go o bieliznę, stroje kąpielowe i odzież. – Po okresie restrukturyzacji koncentrujemy się na reorganizacji. Wykonana została duża praca organizacyjna w zakresie produktu i marketingu – podkreśla Grzegorz Tokarczyk, zastępca dyrektora ds. retail w firmie Ferax, która jest właścicielem marki Gatta. – Z dużym sukcesem podejmujemy współpracę z innymi markami, takimi jak Wedel czy Maciej Zień, co sprawia, że udaje się nam zwiększyć liczbę klientek w naszych salonach.

Marka Gatta ma w tej chwili 70 sklepów własnych i 32 franczyzowe. To mniej niż przed rokiem (wtedy franczyzowych było blisko 50), ale sieć pracuje nad tym, aby uruchamiać nowe placówki. – W ciągu ostatniego roku otworzyliśmy sklep w CH Cuprum w Lubinie, a jeszcze w tym roku otworzymy trzy sklepy w nowym wizerunku – zapowiada Grzegorz Tokarczyk.

Sklepy Gatta można znaleźć przede wszystkim w centrach handlowych w dużych, średnich i małych miastach i to są główne lokalizacje, w których sieć kontynuuje rozwój. – Ale bardzo chętnie otworzymy sklepy także w lokalizacjach przyulicznych – podkreśla Grzegorz Tokarczyk. – Mamy obecnie tylko kilka takich obiektów, a jest to moim zdaniem potencjał niewykorzystany w pełni. Nasza marka dobrze czuje się w towarzystwie innych brandów modowych, więc takie sąsiedztwo jest wskazane, bo generuje duży ruch kobiet – a to one są naszymi klientkami.

Jako że lokalizacja to kluczowa składowa sukcesu, centrala pomaga w doborze najlepszego miejsca na prowadzenie biznesu oraz w negocjacjach warunków najmu. Optymalna powierzchnia lokalu to 50 mkw. To pozwala już odpowiednio wyeksponować cały asortyment. – Elastycznie podchodzimy do inwestycji i staramy się wykorzystywać istniejącą już w lokalu infrastrukturę, zwłaszcza że często można przejąć lokal po wcześniejszych najemcach, przynajmniej w pewnym stopniu już odpowiadający naszym potrzebom – zauważa Grzegorz Tokarczyk. – Niemniej należy się liczyć z inwestycjami rzędu około 100 tys. zł.

Franczyzobiorcy nie muszą inwestować w towar
– pozostaje on własnością centrali, która zarządza całym asortymentem, cenami i promocjami.

Franczyzodawca zapewnia cały sprzęt techniczny, potrzebny do sprzedaży (komputer, oprogramowanie, terminal do kart itd.). Franczyzobiorca nie musi mieć doświadczenia w handlu – centrala organizuje szkolenia, które pomagają wdrożyć się w biznes. Szkoli też personel sklepów franczyzowych, zwłaszcza z obsługi klienta. – Sprzedaż bielizny jest rzeczą intymną, dlatego szczególnie zależy nam na wysokiej jakości obsługi klientek – podkreśla Grzegorz Tokarczyk.

Franczyzobiorcy wynagradzani są od sprzedaży, czyli wystawiają faktury prowizyjne. Centrala zapewnia, że koszty przecen oraz promocji cenowych nie wpływają na prowizje partnerów.

Jednorazowa opłata za przystąpienie do sieci Gatta wynosi 3 tys. zł, miesięczna opłata franczyzowa to kilkaset złotych.

Franczyza z Moodo

Iwona Korneluk wychowywała się w rodzinie, w której od zawsze był gen przedsiębiorczości. – Wszyscy zawsze prowadzili własne biznesy – opowiada Iwona Korneluk. – Tata powtarzał nam: „Miejcie coś swojego”.

Najpierw otworzyła więc sklep komputerowy. Obok niego był franczyzowy sklep odzieżowy. Iwona Korneluk z podziwem patrzyła, ilu klientów tam bywa i jak dobrze działa ten biznes. Aż w końcu postanowiła zmienić branżę. – Sklep komputerowy zostawiłam mężowi, a sama postanowiłam zająć się handlem odzieżą – wspomina. – Ale prawda była taka, że nie miałam o tym pojęcia.

Dlatego zdecydowała się rozejrzeć po franczyzach w tej branży. – Napisałam e-maile do kilku firm, w tym do Moodo. Ale niestety nie dostałam odpowiedzi
– śmieje się Iwona Korneluk.

Postanowiła pojeździć po różnych miastach i obejrzeć na żywo sklepy różnych marek. W jednej z galerii handlowych zobaczyła sklep Moodo. – Tak mi się spodobał, że od razu zadzwoniłam do męża i poprosiłam, aby znalazł mi kontakt telefoniczny do centrali. To były czasy, gdy jeszcze nie miałam internetu w telefonie – uśmiecha się Iwona Korneluk. – Jak tylko dostałam ten numer, od razu z parkingu przed galerią zadzwoniłam do Moodo. Doszliśmy do porozumienia i otworzyłam z nimi sklep.

Otwarcie nastąpiło 15 lat temu. Sklep powstał w niewielkiej galerii handlowej w Zamościu. – Biznes szedł raz lepiej, raz gorzej – nie ukrywa franczyzobiorczyni. – A później przyszła pandemia i tak naprawdę... pomogła nam. Duża galeria, która wcześniej odciągała od nas klientów, została zamknięta. A nasze małe centrum handlowe mogło działać. I klienci do nas przychodzili. Mocno postawiliśmy na Facebook, wrzucając posty i rolki o nowościach, promocjach. Cały czas dbamy o ten kanał kontaktu z klientami.

Początkowo Iwona Korneluk skupiła się tylko na pracy w sklepie. Później przez pięć lat pracowała równolegle w innej firmie, mając dwa źródła dochodu. – Ale prawdą jest, że pańskie oko konia tuczy i choć mam bardzo dobre pracownice, to nic nie zastąpi obecności właściciela – podkreśla franczyzobiorczyni. 

Skupia się więc teraz na swoim biznesie z Moodo, tym bardziej że w tym roku w lutym otworzyła kolejny sklep, w innej części Zamościa. – Prowadzenie sklepu to ciężka praca – nie ukrywa Iwona Korneluk. – Na 50 mkw. codziennie robimy po 10-15 tys. kroków. Trzeba przy tym rozmawiać z klientkami, złapać z nimi kontakt, słuchać ich potrzeb. A kobieta to niełatwy klient.

Sprawdzony model

Większość salonów Moodo jest zlokalizowana w miejscowościach od 15 do 70 tys. mieszkańców, choć sklepy marki można znaleźć także w większych miastach. Potrzebny jest lokal o optymalnej powierzchni 70-100 mkw. Koszt wyposażenia salonu to 800-1 tys. zł za 1 mkw. 

– Chyba że będzie okazja zakupu tańszych mebli, a to się czasami zdarza i warto o to zapytać – dodaje Wojciech Kalejta, dyrektor zarządzający Moodo.

Koszty miesięczne związane z franczyzą to opłata za licencję 200 zł, konwoje gotówki 200 zł oraz koszty terminala płatniczego – 0,5 proc. od obrotu. 

– Standardowo pobieramy też kaucję 15 tys. zł, ale obecnie nowi franczyzobiorcy są z niej zwolnieni
– dodaje Wojciech Kalejta.

Jeśli chodzi o towar, to franczyzobiorcy otrzymują go w depozyt. Centrala przeznacza 2 tys. zł na tzw. marketing otwarciowy. Przez pierwsze trzy miesiące działalności sklep otrzymuje o pięć punktów procentowych wyższą od standardowej prowizję. 

– Od franczyzobiorców oczekujemy pełnego zaangażowania we współdziałanie w sieci i gotowości do prowadzenia działalności gospodarczej. Na pewno niezbędne jest pozytywne nastawienie do klienta, optymizm i motywacja do pracy, przedsiębiorczość i umiejętność kierowania zespołem. Niezbędna jest też znajomość obsługi komputera – wylicza Wojciech Kalejta. – Po uruchomieniu salonu franczyzobiorca cały czas może liczyć na naszą pomoc, m.in. poprzez stałe wsparcie kierowników regionalnych, wsparcie marketingowe i działu obsługi salonów stacjonarnych.

Obecnie sieć Moodo ma już blisko 200 salonów.
– Branża odzieżowa jest na pewno wdzięcznym biznesem dla osób zainteresowanych pracą z klientem, pracą w handlu oraz dla tych śledzących trendy mody damskiej – zachęca Wojciech Kalejta. – W Polsce branża coraz bardziej się konsoliduje, a na rynku pozostają tylko sprawdzeni gracze. Polecamy podejmowanie współpracy z doświadczonymi firmami o ugruntowanej pozycji na rynku. A Moodo, ze swoimi 19 latami obecności na polskim rynku i prawie 200 sklepami jest takim sprawdzonym biznesem franczyzowym, na którym można zarobić.

Nadążać za klientem

Tomasz Nowicki, koordynator ds. inwestycji i rozwoju marek Greenpoint i Top Secret zauważa istotne zmiany w zwyczajach zakupowych klientów. – Najważniejsze obserwowane przez nas obecnie zmiany to większa świadomość zakupowa – klienci bardziej zwracają uwagę na jakość, skład materiałów i trwałość produktów; ostrożność cenowa – inflacja i niepewność gospodarcza wpłynęły na większą selektywność zakupów, częściej wybierane są produkty z wyprzedaży lub o dobrym stosunku jakości do ceny; wzrost znaczenia zakupów online – e-commerce stał się naturalnym kanałem zakupowym, a klienci oczekują wygody, szybkiej dostawy i łatwego zwrotu – komentuje Tomasz Nowicki.

Marki Greenpoint i Top Secret należą do jednego właściciela. Kierują swoje oferty do pokrywających się grup docelowych – kobiet w wieku 30-55 lat, z małych miast i miasteczek, choć coraz częściej też z większych miast. – Klientki Top Secret są wrażliwe na cenę i szukają produktów w średnim segmencie cenowym. Klientki marki Greenpoint cenią sobie wygodną elegancję, naturalne materiały, przywiązują wagę do jakości i dzięki temu są w stanie więcej zapłacić za produkty – wyjaśnia Tomasz Nowicki. – Staramy się nie rozdzielać marek, jeśli chodzi o warunki współpracy franczyzowej. Obie marki rozwijamy równolegle, ale otwieramy również wspólne salony na odpowiedniej powierzchni.  Dodam też, że coraz więcej obecnych franczyzobiorców decyduje się na powiększenia lokalu i utworzenie salonów hybrydowych.

W sumie sieci mają obecnie 102 salony własne oraz 206 franczyzowych i nadal chce się rozwijać w obu tych modelach. – Aktualnie dość mocno rozwijamy się na terenie Polski, ale również dzięki choćby platformie Zalando coraz mocniej rozwijamy naszą sprzedaż w innych krajach Unii Europejskiej – dodaje Tomasz Nowicki.

Sklepy można otwierać w miastach liczących minimum 20 tys. mieszkańców. Lokal powinien znajdować się w galerii lub parku handlowym albo przy głównej ulicy. Potrzebna powierzchnia to 100 mkw.  Wysokość inwestycji początkowej zależy od posiadanego wyposażenia i wybranej lokalizacji, ale może mieścić się w przedziale od kilku do kilkunastu tysięcy złotych. W obu konceptach franczyzobiorcy otrzymują towar w depozyt. – Franczyzobiorcy mają dostęp do naszego pełnego know-how, pomoc w doborze lokalizacji, negocjacji stawki czynszu, przygotowaniu projektów, pomocy w zatrudnieniu pracowników ich szkolenia czy pełnej kontroli oraz niezbędnych dodatkowych szkoleń również już w trakcie prowadzenia sklepu – wylicza Tomasz Nowicki. – Nie mamy opłaty za przystąpienie do sieci, a opłaty miesięczne nie przekraczają zazwyczaj 150-200 zł netto.  Franczyzobiorcy zarabiają na prowizji od sprzedaży.

Handel odzieżą używaną

Spółka New Solutions Group od 2018 roku rozwija markę Ubrania Do Oddania. Początkowo była to platforma foundraisingowa, wspierająca organizacje społeczne poprzez zbiórki odzieży. W 2020 roku firma uruchomiła własną sortownię. Z czasem marka zaczęła aktywnie promować ideę cyrkularności, realizując projekty społeczne m..in. z fundacjami, przedszkolami, szkołami i firmami  oraz nawiązując współpracę z takimi markami jak: 4F, Decathlon, Electrolux czy DPD.  Ubrania Do Oddania przygotowała też program partnerski dla sklepów z odzieżą używaną. – Pomysł na „Program Partnerski Ubrania Do Oddania” zrodził się w czasie pandemii COVID-19, która znacząco zachwiała rynkiem tekstyliów, szczególnie eksportem. Gdy rynek ponownie się otworzył, okazało się, że wiele małych second handów nie przetrwało, a na ich miejsce zaczęły pojawiać się sklepy pod szyldami sieci second hand – wyjaśnia Tomasz Bocian, CEO i co-founder New Solutions Group. – Dostrzegliśmy w tej zmianie rynkowy trend i szansę na konsolidację sektora.

Pierwsze sklepy partnerskie powstały w 2021 roku. Dziś działa ich ponad 50.

– Program Partnerski Ubrania Do Oddania to model, który daje przedsiębiorcom dostęp do surowca z drugiego obiegu, zapewnia regularne wymiany towaru, know-how, wsparcie logistyczne i warunki, które pozwalają konkurować z dużymi graczami na rynku – podkreśla Tomasz Bocian.

Oferta skierowana jest do właścicieli już działających sklepów z odzieżą używaną, ale także do osób, które dopiero myślą o wejściu w tę branżę. Co zyskuje osoba, decydująca się na przystąpienie do tego programu partnerskiego? – Wspieramy przedsiębiorcę już przy wyborze lokalizacji, planowania sklepu, wielkości zatowarowania, analizy konkurencji, tworzeniu cennika, jeśli tylko jest takim wsparciem zainteresowany
– wylicza Tomasz Bocian. – Ale najważniejszy jest fakt, że nasi partnerzy dostają dostęp do stabilnej i powtarzalnej jakości towaru. Wprowadzamy do ich sklepów możliwość całkowitych wymian towaru np. w cyklu tygodniowym czy dwutygodniowym, a oni płacą tylko za towar, który udało im się sprzedać. Dzięki takiemu modelowi zdejmujemy z nich największe ryzyko i koszt prowadzenia tego biznesu, a oni z powodzeniem mogą konkurować nawet z największymi sieciami second hand. Forma współpracy, którą proponujemy, niczego przedsiębiorcy nie narzuca, ale chętnie dzielimy się swoim doświadczeniem, także np. w zakresie dobrania ilości i rodzaju towaru do powierzchni sklepu.

Otwieramy second hand

W ofercie sklepów, które dołączają do Programu Partnerskiego Ubrania Do Oddania, jest oczywiście przede wszystkim odzież, ale także są m.in.: pościel, obuwie i dodatki (torebki, biżuteria itp.). 

– Do naszych partnerów trafiają wyłącznie tekstylia nadające się do sprzedaży – zapewnia Tomasz Bocian. 
– Jesteśmy właścicielem sortowni i mamy pełną kontrolę nad procesem doboru towaru.

Ceny sprzedaży ustalają samodzielnie właściciele sklepów.

Na sklep z branży second hand potrzebny jest lokal o powierzchni przynajmniej 50 mkw. – To absolutne minimum, pozwalające na funkcjonalne prowadzenie sklepu. Rekomendujemy jednak lokale powyżej 100 mkw., które dają większe możliwości ekspozycji towaru i wyższy potencjał sprzedażowy – radzi Tomasz Bocian.

Inwestycja zależy od wielkości lokalu, zakresu remontu, jaki trzeba wykonać, oraz tego, jak dużo chcemy wydać na marketing otwarcia. Przy lokalu o powierzchni 100 mkw. trzeba założyć koszt ok. 30 tys. zł.

Sklepy funkcjonują i w dużych, i w małych miastach. Działają pod własnymi szyldami. Ile można zarobić w tym biznesie? – W przypadku lokali od 100 mkw. wzwyż średni przychód miesięczny to ok. 80 tys. zł, w zależności od sezonu i lokalizacji – informuje Tomasz Bocian. – Osiągnięcie poziomu rentowności zajmuje średnio trzy miesiące.

Monika Wojniak-Żyłowska
Autor
Monika Wojniak-Żyłowska
dziennikarz